niedziela, 15 maja 2011

NAND Toggle DDR2


Samsung znów przed konkurencją - Toggle DDR2 NAND flash
Samsung znów przed konkurencją - Toggle DDR2 NAND flash
Niespełna kilka miesięcy temu Toshiba i Samsung poinformowali o pracach nad pamięciami NAND flash Toggle DDR2, a już południowokoreański producent chwali się, że rozpoczął je produkować. I jest się z czego cieszyć, bo postęp jest większy, niż mogłoby się wydawać, a skorzystają na tym niemal wszyscy!
Wykonane w 2x nm procesie litograficznym moduły są w stanie zmagazynować 64 Gb (8 GB) danych i mają przepustowość rzędu 400 Mbps (50 MB/s), a więc trzykrotnie większą niż obecnie stosowane kości z interfejsem Toggle DDR1 i aż 10-krotnie więcej w stosunku do pamięci SDR NAND.
Na chwilę obecną Samsung oferuje więc najbardziej zaawansowane rozwiązania w segmencie pamięci Toggle DDR NAND. Szybsze i mające większą pojemność kości trafią już niebawem do dysków SSD, smartfonów, tabletów i innych urządzeń korzystajacych z tego typu pamięci masowych.
I znów trzeba będzie wprowadzić nową, szybszą wersję SATA, bo obecna może nie być w stanie obsłużyć kolejnej generacji SSD. Już obecna jest niemal dwukrotnie szybsza od popzedniej i np. taki OCZ Vertex 3 wykorzystuje przepustowość interfejsu SATA 6.0 Gbps w ok. 70%…
(gadzetomania.pl)

sobota, 14 maja 2011

Dropbox


Security researcher Christopher Sogohain believes Dropbox is lying in claiming that they encrypt uploaded files and keep them from employee eyes. So he filed an FTC complaint against them.
According to Wired, the complaint alleges that the lack of encryption means that your files could be involved in possible government searches, copyright infringement lawsuits, or the machinations of Dropbox employees.
Dropbox saves storage space by analyzing users' files before they are uploaded, using what's known as a hash - which is basically a short signature of the file based on its contents. If another Dropbox user has already stored that file, Dropbox doesn't actually upload the file, and simply "adds" the file to the user's Dropbox.
The keys used to encrypt and decrypt files also are in the hands of Dropbox, not stored on each user's machines.
Those architecture choices mean that Dropbox employees can see the contents of a user's storage, and can turn over the nonencrypted files to the government or outside organizations when presented with a subpoena.
Additionally, Dropbox previously claimed that employees " aren't able to access user files." They've since changed that statement to say that they aren't permitted to access those files.
In filing the complaint, Soghoian basically wants Dropbox to make their policy more explicit. Looks like someone's got some 'splainin to do. [Wired]
UPDATE: A Dropbox PR flak has this to say...
"We believe this complaint is without merit, and raises old issues that were addressed in ourblog post on April 21, 2011. Millions of people depend on our service every day and we work hard to keep their data safe, secure, and private."
(gizmodo.com)

Chromebooki


Samsung Chromebook (fot. netbooknews.com)
Samsung Chromebook (fot. netbooknews.com)
Czekaliśmy, czekaliśmy i doczekaliśmy się! Samsung i Acer zaprezentowali w końcu pierwsze netbooki pracujące pod kontrolą systemu Google Chrome OS. Jakie są Chromebooki? Ile kosztują? Zapraszam do lektury!
Chromebook Samsunga, należący do serii 5, ma 12,1″ wyświetlacz o rozdzielczości 1280 x 800 pikseli (16:10) i jasności 300 nitów. W płaskiej obudowie znalazł się dwurdzeniowy procesor Intel Atom N570 (1,66 GHz), współpracujący z 2 GB pamięci RAM i 16 GB dyskiem SSD mSATA.
Samsung Chromebook (fot. netbooknews.com)
Samsung Chromebook (fot. netbooknews.com)
Na pokładzie Chromebooka Samsunga znalazło się miejsce na moduł WiFi, czytnik kart pamięci SDXC i 1,3-megapikselową kamerkę internetową. Dostępne są również wersjez modemem 3G. Interfejsy netbooka ograniczają się do dwóch USB 2.0 i wyjścia mini VGA.
Samsung Chromebook (fot. netbooknews.com)
Samsung Chromebook (fot. netbooknews.com)
Korzystanie z ważącego 1,48 kg komputera ułatwią pełnowymiarowa klawiatura i duża, pozbawiona przycisków tabliczka dotykowa. Producent deklaruje, że Samsung Chromebook działa na akumulatorze 8,5 godziny.
Samsung Chromebook (fot. netbooknews.com)
Samsung Chromebook (fot. netbooknews.com)
Acer Chromebook jest nieco mniejszy – ma 11,6″ ekran, którego rozdzielczości nie ujawniono. Najprawdopodobniej jednak jest to 1366 x 768 pikseli, chyba że producent wziął przykład z konkurencji i również zdecydował się zrezygnować z proporcji 16:9.
Acer Chromebook (fot. netbooknews.com)
Acer Chromebook (fot. netbooknews.com)
Podobnie jak produkt Samsunga, Acer jest napędzany dwurdzeniowym CPU Intel Atom. Nie wiadomo jednak, jaki konkretnie procesor trafił do komputera, podobnie jak nie ujawniono ilości pamięci RAM, pojemności dysku czy akumulatora.
Acer Chromebook (fot. netbooknews.com)
Acer Chromebook (fot. netbooknews.com)
Wiadomo tylko, że jest kamerka HD, WiFi i opcjonalny moduł 3G, 2 porty USB 2.0, czytnik kart pamięci i pełnowymiarowa klawiatura z bezprzyciskowym gładzikiem. Najprawdopodobniej więc bebechy pierwszych Chromebooków są takie same, a różnice między nimi – kosmetyczne.
Acer Chromebook (fot. Engadget.com)
Acer Chromebook (fot. Engadget.com)
Co ciekawe, Acer Chromebook ma HDMI, z którego zrezygnował Samsung, i na bateriidziała do 6,5 godziny, a więc 2 godziny krócej niż konkurent. Premierę netbooków Chromebooków zaplanowano na 15 czerwca.
Acer Chromebook (fot. Engadget.com)
Acer Chromebook (fot. Engadget.com)
Do sprzedaży trafią dwie wersje kolorystyczne Samsunga (white i titan silver). Modele z 3G mają kosztować 499 dolarów, egzemplarze bez tego modułu 429 dolarów. Acer Chromebook będzie nieco tańszy. Podstawowa wersja (bez 3G) została wyceniona na 349 dolarów, z 3G na 399 dolarów.
Warto wspomnieć, że preinstalowany system Chrome OS jest stworzony do pracy w Sieci i bycia zawsze online. Przeglądanie stron internetowych ma być możliwe w 8 sekund od wciśnięcia przycisku zasilania na obudowie. Oczywiście da się korzystać z Gmaila, Google Docs czy Calendara również offline, ale nie taka jest natura systemu webowego ;).
(gadzetomania.pl)

Facebook oczernia Google


Gigant z Mountain View tym razem w roli ofiary? (Fot. Flickr/Robert Scoble/Lic. CC by)
Gigant z Mountain View tym razem w roli ofiary? (Fot. Flickr/Robert Scoble/Lic. CC by)
Choć czarny PR wydaje się domeną polityków, stosują go również firmy z branży IT. Okazuje się, że do nieetycznych metod walki z konkurencją posuwają się nawet tak znane serwisy, jak Facebook. Jakie plotki rozpowszechniano na zlecenie firmy Marka Zuckerberga?
Facebook, krytykowany jako serwis niebezpieczny dla prywatności użytkowników, skompromitował się ostatnio niebezpieczną luką w API, pozwalającą na nieautoryzowanydostęp do danych internautów.
Najnowsze doniesienia na temat Facebooka potwierdzają stare przysłowie, że nieszczęścia chodzą parami. Kolejna wpadka serwisu społecznościowego wydaje się równie poważna.
Ujawniono, że Facebook współpracował ze znaną agencją PR. Powierzono jej zadanie oczerniania największego konkurenta Facebooka – Google’a.
Firma Marka Zuckerberga wynajęła jedną z najbardziej renomowanych agencji PR, działającą również w Polsce - Burson-Marsteller. Wizerunek Google’a miał zostać naruszony przez cykl krytycznych artykułów, piętnujących brak poszanowania prywatności internautów przez firmę z Mountain View.
Logo agencji Burson-Marsteller
Logo agencji Burson-Marsteller
Artykuły na ten temat miały ukazać się w serwisach internetowych najbardziej opiniotwórczychmediów, jak „Washington Post”, Huffington Post, Politico czy „USA Today”. Burson-Marsteller zaoferował nawet pomoc w napisaniu odpowiednich tekstów.
Na szczęście okazało się, że nie wszyscy dziennikarze i blogerzy są do kupienia ;). Jeden z nich ujawnił e-maile, jakie dostał od potencjalnego zleceniodawcy.
Stojąc w obliczu trudnych do podważenia dowodów Facebook potwierdził wynajęcie agencji PR. Firma broni się jednak twierdząc, że artykuły nie miały służyć walce z konkurentem. Zdaniem Facebooka, ich celem miało być jedynie ujawnienie prawdy w trosce o dobro internautów.
Trzeba przyznać, że postawienie się Facebooka w roli obrońcy prywatności wydaje się dość groteskowe. Problem jest jednak znacznie szerszy – choć zapewne Sieć pełna będzie głosów potępiających praktyki Facebooka, naiwnością byłoby sądzić, że tylko ta jedna firma stosuje czarny PR.
Wśród klientów agencji Burson-Marsteller można znaleźć m.in. takich branżowych gigantów, jak HP, IBM, Intel, Sun i Apple.
(gadzetomania.pl)

środa, 11 maja 2011

45 lat przygotowań do eksperymentu

Wirująca Ziemia porywa i skręca otaczającą przestrzeń niczym wiertło, które wbija się w tkaninę. To niezwykłe zjawisko, które teoria Einsteina przewidziała już blisko 100 lat temu, właśnie zostało potwierdzone

Przygotowanie eksperymentu, który po raz kolejny potwierdził, że Albert Einstein miał rację, trwało ponad pół wieku i kosztowało blisko 750 mln dol. Po drodze trzeba było wymyślić wiele nowych technologii, które doprowadziły m.in. do wykonania najbardziej okrągłej kuli na świecie, a także ulepszenia satelitarnego systemu lokalizacji GPS.


Wielu naukowców uważa, że nowa teoria grawitacji, którą Albert Einstein ogłosił w roku 1916, to najpiękniejsza teoria fizyki. Jego wielki poprzednik Isaac Newton, twórca prawa powszechnego ciążenia, w żaden sposób nie wyjaśnił, dlaczego każde dwa ciała obdarzone masą przyciągają się - skąd bierze się ta uniwersalna siła zwana grawitacją. Einstein wytłumaczył to zakrzywieniem czasoprzestrzeni.
Jego idea była rewolucyjnie prosta. Wyobraźmy sobie rozciągniętą gumową płachtę jako model niezakrzywionej czasoprzestrzeni. Połóżmy na niej ciężką kulę (to Ziemia). Płachta ugnie się pod jej ciężarem (czasoprzestrzeń zakrzywi się). Kula utworzy w niej lejowate wgłębienie, do którego będzie staczać się wszystko, co znajdzie się w pobliżu. Im masywniejsze ciało, tym większe stworzy zagłębienie w przestrzeni, a tym samym mocniej będzie do siebie przyciągać.

Teoria Einsteina wyjaśniała naturę grawitacji, a także przewidywała całkiem nowe zjawiska, o których w czasach Newtona nikt nie miał pojęcia. Okazuje się, że wirująca planeta nie tylko "wgniata" przestrzeń, ale także"ciągnie" ją w kierunku swego ruchu, powodując jej "skręcenie". Niczym wiertło, które wkręca się w tkaninę albo łyżka obracająca się w miodzie. - Przestrzeń kosmiczna przypomina lepką ciecz. Ziemia jest w niej zanurzona i kiedy się obraca, ciągnie tę ciecz za sobą - tłumaczy prof. Francis Everitt, fizyk z Uniwersytetu Stanforda w Kalifornii.

Prof. Everitt całe naukowe życie poświęcił temu, żeby wykryć i zmierzyć ten efekt w pobliżu wirującej Ziemi.Eksperyment zaplanowano w roku 1959 r., a Everitt dołączył do niego trzy lata później tuż po zrobieniu doktoratu z fizyki.

Ówczesna technologia nie umożliwiała jeszcze wykrycie "skręcenia" czasoprzestrzeni wokół wirującej Ziemi. Naukowcy chcieli dokonać tego za pomocą żyroskopów, które przypominają rozkręcone dziecięce bączki. Na żyroskopach oparte są współczesne systemy nawigacyjne. Dopóki ich nie trącimy, tj. nie użyjemy siły, to nie zmienią kierunku wirowania. Jeśli jednak przestrzeń wokół Ziemi jest zdeformowana, to żyroskop to odczuje - podobnie jak dziecięcy bączek, który natrafi na nierówność na stole.

Pomysł był taki, żeby zabrać żyroskopy w podróż orbitalną wokół Ziemi. Musiały być doskonale symetryczne, schłodzone do temperatury niemal zera bezwzględnego, by uniknąć drgań cieplnych, a także odizolowane od wszelkich zewnętrznych sił i wpływów. Chodziło o to, żeby zakłócenia ich ruchu można było przypisać wyłącznie deformacji czasoprzestrzeni.

Niezwykle ambitny i rozciągnięty w czasie projekt co najmniej siedem razy był skreślany z planów budżetowych NASA, ale dzięki uporowi prof. Everitta po 45 latach od chwili startu udało się go zrealizować. W 2004 r. na orbitę powędrowała sonda "Gravity Probe B" 640 km nad Ziemią. W wielkim termosie chłodzonym ciekłych helem i obudowie z ołowiu, chroniącej przez promieniowaniem kosmicznym i polem magnetycznym, umieszczono żyroskopy - cztery kule wielkości piłeczki pingpongowej. Wykonano je z kwarcu i powleczono cienką warstwą niobu. To były najbardziej idealne kule na świecie - gdyby je powiększyć do rozmiarów Ziemi, największe dołki i wzniesienia nie przekraczałyby 2,5 m.

Już na orbicie zostały rozkręcone do kilku tysięcy obrotów na minutę i skierowane tak, by oś obrotu wskazywała na jedną z gwiazd w konstelacji Pegaza. Według teorii Einsteina po rocznym okrążeniu Ziemi osie powinny się odchylić od wskazywanego celu o 40 milisekund łuku. To niezwykle mały kąt - odpowiada kątowemu rozmiarowi monety widzianej z odległości 100 km.



Naukowcy zdalnie obserwowali żyroskopy przez 17 miesięcy. Nie wszystko poszło zgodnie z planem. Okazało się, że nie udało się całkowicie odizolować żyroskopów - na powierzchni kul gromadził się statyczny ładunek elektryczny. Aż pięć lat trwała żmudna analiza wyników, żeby odsiać wpływ sił elektrycznych na ruch żyroskopów i odkryć zmarszczki w samej czasoprzestrzeni. W tym czasie skończyły się pieniądze z NASA, naukowcy musieli posiłkować się prywatnymi grantami - m.in. dostali 2,7 mln dol. od rodziny króla Arabii Saudyjskiej.

Wreszcie w zeszłym tygodniu mogli z dumą ogłosić, że rozpoczęty ponad pół wieku wcześniej projekt został zakończony, a Einstein z kolejnego sprawdzianu wyszedł niepokonany. Przestrzeń wokół Ziemi jest tak zdeformowana i skręcona, jak wynika z jego teorii.
(gazeta.pl)

wtorek, 10 maja 2011

luka bezpieczeństwa chrome

Pracownicy Vupen Security poinformowali, że udało im się wykryć poważną lukę w Chrome. Dzięki przygotowanemu exploitowi złamali oni zabezpieczenia przeglądarki.
Podczas marcowych zawodów Pwn2Own, żaden z hakerów nie śmiał zmierzyć się z Chrome - mimowysokiej nagrody. Pojawiały się wówczas głosy, że powodem są świetne zabezpieczenia przeglądarki firmy Google. Do czasu. Jak czytamy na stronach Vupen, wykryto właśnie poważną lukę w programie, która umożliwia ominięcie zabezpieczeń - zarówno piaskownicy (sandbox) jak i mechanizmów DEP i ASLR. Pracownikom Vupena udało się stworzyć exploit dostępny na stronie WWW, który umożliwił pobranie kalkulatora za pomocą Chrome bez wiedzy użytkownika.
Luka obecna jest w wydaniu Chrome 11 i działa we wszystkich wersjach systemu Windows (zarówno 32- jak i 64-bitowych). Działanie exploita można obejrzeć na krótkim klipie wideo zamieszczonym na stronach serwisu YouTube. Wprawdzie nie zdradzono szczegółów luki, ani nie upubliczniono kodu exploita, to jednak można przypuszczać, że dotyczy ona Flash Playera. Możemy spodziewać się, że wkrótce wydana zostanie aktualizacja Chrome, likwidująca opisaną dziurę w programie.

(dobreprogramy.pl)